Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezydent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezydent. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2016

Tadżykistan dzisiaj

Przestałam na jakiś czas pisać o Tadżykistanie, bo temat stał się dla mnie zbyt emocjonalny. Źle się tam dzieje - od ubiegłego roku gorzej, niż kiedykolwiek w ostatnich latach. Prezydent Rahmon umacnia swoją władzę przez coraz to nowe pomysły, jak na przykład majowe referendum, w którym ponad 94% mieszkańców Tadżykistanu opowiedziało się za nieograniczoną liczbą jego prezydenckich kadencji. We wrześniu 2015 roku aresztowano ostatnich chyba aktywnych działaczy Partii Islamskiego Odrodzenia Tadżykistanu - jedynej sensownej organizacji opozycyjnej, powołanej do życia w okresie rozpadu ZSRR, a w myśl kończącego wojnę domową porozumienia z 1997 roku mającej posiadać udział w rządzeniu republiką. Teraz prezydent pozbył się ich na dobre - dzięki oskarżeniom o powiązania z Państwem Islamskim (jakże dobry argument wpadł mu w ręce!), przygotowanie zamachu stanu, działalność antypaństwową i inne takie. Międzynarodowe organizacje walczące o prawa człowieka mają związane ręce. Ktoś z bliskich mi tadżyckich znajomych znalazł się w więzieniu, skazany na kilkanaście lat odsiadki. Starszy, schorowany człowiek, który bez operacji serca długo już nie pożyje - o ile w ogóle jeszcze żyje. Dlatego trochę mi się Tadżykistanu odechciało...
Ale może nadchodzi moment, kiedy znowu zacznę pisać.

piątek, 6 marca 2015

News prasowy: zastrzelono lidera Grupy 24

Gorąca informacja z tadżyckiej prasy - wczoraj wieczorem zginął w Stambule jeden z ważnych opozycjonistów, lider Grupy 24, Umarali Quwwatow. W 2012 roku aresztowano go w Dubaju oskarżając o defraudację, w związku z czym spędził w tamtejszym więzieniu prawie rok, ale władze Emiratu odmówiły jego ekstradycji. Zdaniem Quwwatowa aresztowanie było zemstą tadżyckiego reżimu. Kiedy Grupa 24, domagająca się ustąpienia prezydenta Rahmona, nawoływała przez internet tadżyckie społeczeństwo do udziału w planowanych na 10 października 2014 roku demonstracjach, Sąd Najwyższy Tadżykistanu zdelegalizował ją dokładnie dzień wcześniej jako grupę ekstremistów - aż trudno uwierzyć w tak błyskawiczne działanie tadżyckiej biurokracji. W grudniu tamtego roku Quwwatow z trójką innych osób został zatrzymany przez lokalną policję pod pretekstem naruszenia przepisów pobytu w tym kraju, władze tureckie nie dokonały jednak jego ekstradycji, której domagał się tadżycki rząd.
Trzy dni wcześniej Umeddżon Solehow został skazany na 17 lat więzienia za przynależność do Grupy 24, a wczoraj wieczorem Quwwatow - podobno po zjedzeniu zatrutej potrawy - został śmiertelnie postrzelony w głowę na stambulskiej ulicy, a jego partnerka i syn znajdują się w stanie krytycznym na odtruciu w szpitalu.

piątek, 27 czerwca 2014

Dzień Jedności

17 lat temu Tadżycy podpisali traktat kończący pięcioletnią wojnę domową, chociaż w Tadżykistanie czasem trudno się zorientować, że wojna w ogóle była. Oficjalny państwowy dyskurs właściwie wymazał ją z najnowszej historii, zostawiając podpisanie 27 czerwca 1997 roku Porozumienie Generalne dziś jego rocznica to święto narodowe, tak zwany Dzień Jedności, czyli Ruzi Wahdat. Czasem trudno się zorientować z jakiego powodu właściwie podpisano to porozumienie i kto z kim się jednał...
Zawieszenie broni (http://www.rferl.org/content/article/1075295.html)
Wobec rozpadu ZSRR, 9 września 1991 roku Tadżykistan ogłosił deklarację niepodległości, ale lata 90. zdominowała krwawa wojna domowa podaje się, że zginęło w niej między 150 a nawet 300 tys. osób. W 1992 r. przeciwnicy skupili się na dwóch placach w stolicy – opozycja na placu Męczenników, pod dawnym pałacem prezydenckim, a w odpowiedzi strona prorządowa na placu Wolności, gdzie dzisiaj stoi pomnik Ismaila Samanidy. Okupacja placów przekształciła się ostatecznie w otwarty konflikt zbrojny. Kto właściwie walczył? Tadżyckie klany, komuniści z muzułmanami wspieranymi przez demokratów, czy zwykli ludzie, którym obce mocarstwa dały broń do ręki? Dzisiaj ważne jest to, że między sobą walczyli Tadżycy, a to ciągle budzi wstyd.
Pierwsze rozmowy pokojowe podjęto już wiosną 1994 r., a w negocjowaniu ostatecznego porozumienia którego dużą rolę odegrał ONZ. Mówi się, że to był wzorcowy proces pokojowy. W rzeczywistości jednak konflikty zbrojne ustały dopiero z czasem, a do rozbrajania opozycyjnych komendantów dochodziło jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku. Echem nieporozumień między rządem a opozycją są też ostatnie konflikty w GBOA. 
Poniżej filmik z Radia Ozodi z okazji rocznicy. Dobry widać pierwsze demonstracje w 1990 roku, jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wojny, widać plac protestujących w Duszanbe, obozy dla opozycyjnych uchodźców w Afganistanie, coraz częściej przewijającą się postać obecnego prezydenta Rahmona (wtedy jeszcze Rahmonowa), lidera opozycji Nuriego, negocjacje i wreszcie podpisanie traktatu.



piątek, 30 maja 2014

Parada absurdu

Od kiedy w Duszanbe zburzono budynek poczty głównej, na przeciwko pomnika Ismaila Samanidy stoi zielone, wysokie, metalowe ogrodzenie, na którym od czasu do czasu zmieniają się bilbordy. W ubiegłym tygodni oddział pań uzbrojonych w szmaty i wiadra zabrał się do gruntownego szorowania płotu w związku z nadchodzącym Dniem Straży Granicznej. Przez jakieś dwa tygodnie poprzedzające ostatni poniedziałek główna ulica była wieczorami zamknięta dla wszystkich zmotoryzowanych. Żadnych taksówek, trolejbusów, autobusów czy prywatnych samochodów. Wszędzie żołnierze ćwiczący maszerowanie wzdłuż i wszerz ulicy Rudakiego. Pieszo, konno lub z wojskową maszynerią. A wszystko z okazji wielkiej parady z okazji dwudziestej rocznicy utworzenia tadżyckiej straży granicznej. Paradowało ponad 10 tys. wojskowych, w tym 600 kobiet, którym - na zachętę - prezydent obiecał po tysiąc somoni, czyli po jakieś 600 złotych.

Nocne przygotowania
Parada miała się zacząć o 10 w poniedziałkowe przedpołudnie. Już w okolicach CUM-u stały ekipy przygotowane do sprawdzania torebek i plecaków przechodniów. U szczytu Parku Rudakiego ustawione rzędem czołgi, niestety dalej przejść się nie dało, bo wszystko obstawiono milicją. Nie puścili ani nas (wobec naszego żalu, że z Polski przyjechałyśmy przecież taki kawał, zasugerowano nam spróbowanie w innym miejscu), ani innych mieszkańców stolicy, podobnie jak my poszukujących możliwości obejrzenia parady. Bo nie mieliśmy przepustek, a parady nie przygotowano dla zwykłych ludzi, tylko dla prezydenta i rozmaitych szych, a my możemy sobie najwyżej... obejrzeć ją w telewizji. Nawet czołgom u wylotu parku nie można było zrobić zdjęcia - jakbyśmy wcześniej przyszły, na przykład przed 8, to by można było. Ale po 9 już nie. Jedna z poirytowanych pań zasugerowała milicjantowi, żeby może zająłby się pilnowaniem chuliganów, a nie parku. A my, po zrobieniu miliona kilometrów obchodząc zamknięte centrum, znalazłyśmy się w końcu w miejscu, z którego można było - przy akompaniamencie rozwrzeszczanych milicjantów, rozstawiających z kąta w kąt pieszych i samochody - zobaczyć żołnierzy wracających z parady. A skąd jesteście? I po co wam te zdjęcia? - zapytał milicjant.

Bilbordy na zielonym płocie z okazji parady
Żołnierze wracający z parady

Żołnierze wracający z parady