Kilka dni temu usłyszałam na dobranoc taką historię: w latach 20. samoloty Armii Czerwonej zbombardowały Bucharę i zniszczyły stojącą na
straży miasta od V wieku fortecę (Ark), a radzieckie władze zażądały przewiezienia
zabytkowego bucharskiego złota do Leningradu. W Bucharze nie było kolei, więc
żołnierzom (podobno byłym jeńcom wojennym z Niemiec i Czech) zajęło tydzień,
żeby na koniach i osłach przetransportować skarby do Kogonu i załadować do
pociągów. Ponieważ bucharski klimat jest gorący i wilgotny, męczyli się z tym
transportem strasznie, więc po drodze ludzie częstowali ich chlebem i owocami,
za co żołnierze płacili im… garściami złota. I tak większość lokalnych
mieszkańców stała się posiadaczami tego kruszcu. W internecie można znaleźć kilka zdjęć zburzonej Buchary.
Swoją historię zburzonej twierdzy ma też Duszanbe. Kilkanaście kilometrów na zachód od miasta, w Hisorze, są pozostałości fortecy, również zniszczonej przez wojsko radzieckie. Dowódca czy gubernator radziecki w Duszanbe zażyczył sobie, żeby z kamieni z twierdzy zbudować teatr. To dzisiejsza Opera i Balet imienia Sadriddina Ajniego - wielkiego tadżyckiego intelektualisty i literata z przełomu XIX i XX wieku. Odnowiony, biały budynek otwarto na nowo w 2009 roku, po kilkuletniej renowacji. Dawniej teatr miał podobno świetną ekipę tancerzy, a na początku lat 90. wystawiano przedstawienia, w których występowało nawet ponad 60 osób. Potem wojna domowa i jej reperkusje spowodowały, że od końca XX wieku wystawia się tu niewiele, a znaczna część aktorów wyemigrowała z kraju. Dziś problem to brak młodych osób, bo chociaż kilka lat temu otwarto w Duszanbe szkołę tańca, jej absolwenci rzadko zostają profesjonalnymi tancerzami - szczególnie dziewczętom z tradycyjnych rodzin po prostu nie wypada.
Pod tym linkiem można przejrzeć zdjęcia z targów sztuki i
rzemiosła, które w ten weekend odbywają się w Duszanbe. Ponad osiemdziesiąt osób wystawia
swoje lalki, ubrania i inne przedmioty. wart zwrócić uwagę na suzani - jeden z
najfajniejszych prezentów, jakie można sobie sprawić w Tadżykistanie i
pozostałych krajach Azji Centralnej. Suzani to hafty na bawełnie
lub jedwabiu, nazwane tak od perskiego słowa "suzan", czyli igła.
Różnią się kolorami, motywami, szkołami. Czasem to jeden kawałek materiału,
czasem kilka połączonych. Motywy słońca czy księżyca można interpretować w odniesieniu
do lokalnych wierzeń przedmuzułmańskich, oprócz nich na suzani pojawiają się
kwiaty (jak tulipany czy irysy), liście, owoce (zwykle granaty), ptaki. Tradycyjnie
dziewczynki zaczynały się uczyć tej sztuki w wieku kilku lat, bo potem ich umiejętności
były oceniane przy zamążpójściu i wstydem było nie posiadać pięknej serii
haftów w swoim posagu. Dobrze było mieć wyszywany pas dla męża czy czapeczkę
dla przyszłego dziecka, a także wiele innych, pięknych tkanin, które świadczyły
nie tylko o umiejętnościach dziewczyny, ale statusie całej rodziny. Wyszywanie dużych
tkanin trwało miesiącami, kobiety zbierały się razem, podczas pracy śpiewając i
opowiadając rozmaite historie.
Najstarsze zachowane suzani pochodzą z przełomu XVIII i XIX
wieku. Oczywiście znaczne zmiany w rozwoju rzemiosła przyniósł XIX wiek i
Rosjanie – tkaniny zaczęły wychodzić nie spod rąk hafciarek, ale spod maszyn. W
latach 20. XX wieku suzani wzbudziły zainteresowanie etnografów, wtedy powstały
spore kolekcje tkanin. Natomiast po upadku Związku Radzieckiego suzani stało się jednym z elementów lokalnej
tożsamości – czymś wyróżniającym, tradycyjnym, „naszym”, wzbudziło też
zainteresowanie Zachodu. Nastąpił wzrost popularności takich wyrobów, pojawiły
się na powrót tradycyjne warsztaty.